23 Oct 2014

na trzy zdrowaśki do pieca

do podjęcia tematu ricotty zmotywowała mnie Buruuberii blogująca na Makagigi i 55 Pierników, pisząc o starym białym serze, a podany przez nią przepis pasuje, jak w mordę strzelił, do przepisu na soloną ricottę, choć ricottę warzy by się z tego, co zostałoby po zrobieniu białego sera, czyli z serwatki.


3 razy ta sama pieczona ricotta
 1.
Oczywiście najlepszą ricottę robi Lacjum. I choć oficjalnie mówi się o ricottie rzymskiej, to najlepsza pochodzi z Sabiny i Ciociarii (górzyste okolice Fucci i Piglio), czyli regiony w których nadal wypasa się owce. Gdyż wszystkim wiadomo, że jak ricotta to tylko z mleka owczego.

2
Nadzienie do ravioli to obgotowane liście buraka, dziki majeranek i owcza ricotta. Liście buraka można zastąpić szpinakiem lub innym zielskiem znalezionym na łące, zamiast majeranku dodać oregano lub mentuccii, ale nigdy przenigdy nie wolno zastąpić ricotty owczej tą robioną z krowiego mleka.

Więc ravioli robimy od listopada do czerwca.  Latem ricotty owczej nie ma.

3.
Pewnie z tego samego powodu sycylijskie canoli to deser, który je się przez 9 miesięcy w roku, ale nigdy latem.  I najlepsze canoli nadziewane są ricottą owczą. Lub kozią. Gdyż najlepsza ricotta, wbrew temu co opowiadają w Lacjum, może też być z koziej serwatki.


4.
Robiłam ricottę z sąsiadką. Podgrzewałyśmy serwatkę, z której wytrącały się grudki białych szumowin. Ktoś na forum napisał, że pewnie sąsiadka dodawała podpuszczkę.

Wyczytałam, że ricotta robiona jest bez podpuszczki. Czasami dolewana jest odrobina mleka lub trochę soku cytrynowego w celu przyspieszania koagulacji.

5.
Montalbano i cannoli (z odcinka Il campo del vasaio)


W Palermo, w barze tuż przy porcie, starszy pan zamówił nie cannolo. gdyż była druga połowa czerwca i na cannolo było już za późno, a małą casatę. Wgryzł się w nią, a potem oblizał palce. Widąc, że się mu przyglądam z zainteresowaniem, spytał skąd pochodzę. Na odpowiedź, że z Polski i Ameryki via Holandia, powiedział że to dobra kombinacja i zaprosił na granitę kawową. Koniecznie z bitą śmietaną.

6.
Świeża ricotta przypomina smakiem bitą śmietanę. I nie pomaga dodawanie soku cytrynowego, kandyzowanych owoców lub posypywanie kawą. Dla mnie jest ricotta jest bez smaku, co mój znajomy od granity kawowej podsumował: ma pani niewyrobione kubki smakowe.

7.
Może i tak, choć ze wszystkich ricott których nie lubiłam, najbardziej smakowała mi ricotta z Posta. Posta leży wysoko w górach, na granicy z Abruzją, ma masę pastwisk i owiec.

Ricottę z Posta kupuje się po znajomości od zaprzyjaźnionych pasterzy. Albo od przyjaciół, którzy mają zaprzyjaźnionych pasterzy. I wtedy sos z ricotty do makaronu, specjalność Sabiny, smakuje jak nektar. Ricotta z Posty smakuje też, gdy poleje się ją aromatycznym miodem. Gryczany byłby dobry, ale kasztanowy jest lepszy.

8.
Gotowe grudki ricotty wkładałyśmy do plastikowych koszyczków, które zastąpiły koszyczki wiklinowe. Reszta narzędzi potrzebnych do produkcji była jak kiedyś: cedzak z długą rączką, gar nad paleniskiem, koszyczki na stole. Wszystko tak jak na miniaturze z roku 1460.

Pierwsza ilustracja z produkcji ricotty pochodzi właśnie z roku 1460. Książka nazywa się Tacuina (lub Tacuinum) Sanitatis i jest przedrukiem (jeśli tak można nazwać ręczne kopie) najpopularniejszej księgi średniowiecza traktującej o zdrowym odżywianiu.

Trudno powiedzieć, która z miniatur z wielu Tacuinum Sanitatis uznawama jest za pierwszą ilustrację produkcji ricotty: czy ta z w ciepłych odcieniach ochry czy może ta malowana błękitami i szarościami?

9.
Z resztą, nie jest to w tej chwili istotne. Na wspomnianych miniaturach w lewym dolnym rogu siedzi mężczyzna, w miseczką w jednej ręce i chochelką w drugiej. Pewnie je ciepłą jeszcze ricottę. Czyli je coś, co na Sycylii nazywają ricotta ccu sieru. Ricotta z sosie własnym :)


10.
Dizionario delle Cucine Italiane zna ricottę alla fuscella, czyli prosto z wiklinowego koszyczka, kremową i o delikatnym smaku, ricottę forte, kwaskową jak nasz polski biały ser, i ricottę marzotica, marcową ricottę owczą. Ricotta forte i marzotica to specjalność Apulii.

11.
Umbryjskie Gubbio odsącza ricottę, otacza w mące i rozmąconym jajku a potem smaży na gorącej oliwie. Jak kotlet.

12.
W Novara di Sicilia kupiłyśmy z Annamarią ricotta infornata, pieczoną w piecu. Starta na tarce nadaje się do posypywania makaronów. Idealnie komponuje się z warzywnym risotto, a jeszcze lepiej z polentą.

13.
Do kolekcji ricott tego świata brakuje mi jedynie ricotty z Abruzji. Aromatyzowanej dymem z jałowca,  ricotta al fumo di ginepro. Z okolic Anversa d'Abruzzo.

14.
Ricotta infornata pieczona jest przez 30 minut w piecu chlebowym przez 30 minut. Nadaje się do spożycia po 24 godzinach. Nie trzeba jej przechowywać w lodówce, można ją trzymać na zewnątrz, pod warunkiem że jest w woreczku lnianym, a nie w folii plastikowej.

12 Oct 2014

zen w Alto Savio


Powiedzenie że to droga a nie cel się liczy, wymyślił to ktoś, kto nigdy nie spieszył się do Ginestry, nie klął na ciągnące pod górę auta z domkami kampingowymi na smyczy i nie rzucał kurwami przy zjeździe z autostrady, gdy jeden z drugim po 20 minutach stania w kolejce już przy kasie zaczynał szukać porfela po całym samochodzie. Oczywiście jeśli się jest mistrzem zen to podchodzi i dziękuje bliźniemu, że dzięki niemu można dłużej podziwiać zachód słońca nad Apenninami.

Ale nawet jeśli się nie jest mistrzem zen, a limit kurw i alfonsów wyczerpał się gdzieś w okolicach Modeny i w dodatku po 6 godzinach za kierownicą nienawidzi się ludzkości, a tej z kamperami w szczególności, to Alto Savio jest potrzebne. Alto Savio poprawia samopoczucie. Raz, że jest tuż przy zjeździe z SS4bis.  Dwa, że chyba nikt w okolicy nie podaje lepszych prawdziwków. Te z Alto Savio otoczono w delikatnym cieście i wrzucono na głęboką oliwę. Czy jedliście cielęcinę z grilla? Taką lekko przerośniętą tłuszczykiem, chrupiącą, aromatyczną, posypaną solą gruboziarnistą? A do niej pieczone pomidory ze 'skórką' bułki tartej. I jeszcze cebulki pieczone, podlane balsamico? Do pełni szczęścia brakuje jedynie możliwości wypicia całej butelki a nie jedynie pół litra miejscowego sangiovese (czy wiesz, że Romagna robi bardzo dobre wina?), ale my specjalnie narzekaliśmy. To znaczy nie narzekałam ja, bo JC pić nie mógł. Przegrał rzucanie monetą i na niego padł dyżur za kierownicą.

Alto Savio poleciła nam właścicielka Locandy Gambero Rosso, gdy zmęczeni drogą, kamperami, niedzielnymi, sobotnimi i piątkowymi kierowcami na austriackich, niemieckich i szwajcarskich papierach, postanowiliśmy zatrzymać się na kolację w Bagno di Romagna, właśnie w Gambero Rosso. Ale oni tego sobotniego wieczora podawali menu degustazione, więc przeesemesowano mi a numer telefonu do Alto Savio: tradycyjna kuchnia, warto do nich pojechać.  I tak jadąc na Viji i Patrika ostatnią wieczerzę w Ginestrze, poznaliśmy nie tylko źródła Tybru kapiące z Monte Fumaiolo, ale też doskonałe miejsce na piątkową kolację i niedzielny obiad. W niedzielę, choć restauracja pękała w szwach i przygotowano nam tymczasowy stolik w barze, wgryzaliśmy się w królika pieczonego z ziemniakami oraz siorbaliśmy flaki na modę florencką. Wszystko aromatyczne, akuratnie przyprawione, podlane dodatkowo następnym półliterkiem miejscowego sangiovese. Do domu, kompletnie zen, dojechaliśmy na luzie. Nie wiem jedynie czy to zasługa obiadu w Alto Savio czy braku kamperów na niemieckich, austriackich lub szwajcarskich blachach na Brennero.


Trattoria Alto Savio
Via Battistini 74
loc. S. Piero in Bagno
47026 Bagno in Romagna
tel. 0543/903397
otwarci również w niedzielę na obiad

29 Sep 2014

montalbano sono

Lubicie krzesła? Bo ja bardzo. A właściwie MY bardzo je lubimy. Można nawet powiedzieć, że krzesła kolekcjonujemy. Ustawiamy je pod ścianami jak w poczekalni u doktora lub eksponujemy jak rzeźby.

O większości kolekcji mogę opowiadać godzinami: kto, kiedy, z czego i dlaczego. O innych wymarzonych krzesłach też. Z wyjątkiem krzeseł włoskich. O tych wiem niewiele z prostego powodu: są kundlami niewiadomego pochodzenia. I choć niektóre z nich należą do klasyki, niewiele o nich wiadomo. Chociażby meble takiego Carlo Mollino. jedne z najdroższych ze wszystkich vintage-ów tego świata, zaprojektowane specjalnie do wnętrz i produkowane w śladowych ilościach w małych warsztatach. Do tej pory nie udało się specjalistom stalić nazwiska rzemieślnika(ów). I chyba już nigdy nie będziemy wiedzieli kto wyginał sklejkę podtrzymującą szklany blat ławy z roku bodajże 1949.


O carlo mollino do naszej kolekcji możemy jedynie pomarzyć, ewentualnie zapłacić siedem tysięcy z kawałkiem na współczesną wersję biurka Cavour wypuszczoną na rynek przez Zanottę (notabene, najprawdopodobniej robioną w Polsce), ale mamy w Ginestrze krzesło z podłokietnikami, które - jak sprzedawca twierdził - należało do wczesnej kolekcji Kartella. Przez lat kilka siedzieliśmy więc na oryginalnym Kartellu, z czasów, gdy kartelle robiono z drewna a nie z plastiku :) Iluzję ekskluzywności rozwiała korespondencja Kartellem twierdzącym, że nigdy nie robili nic z drewna. I tak od wiosny tego roku, siedzimy na krześle Pamplona, zaprojektowanym przez Augusto Savino dla Pozzi. Nadal jednak nie wiem nic ani o Augusto Savino ani o Pozzi, udało mi się ustalić, że pamplony robiono z olejowanego lub lakierowanego drewna, na przykład orzecha, a siedzisko obciągano skórą. Nasze krzesło pociągnięte jest białą farbą olejną i obite szaro-oliwkowym welwetem. Czyli mamy kundla, który nawet przodkami z rodowodem nie może się poszczycić. W sumie pasuje do nas, i pasuje do Ginestry, gdzie kundli jest co niemiara.
ja, brunetti-montalbano
 
Jak na inspektorkę Montalbano przystało, wyśledziłam książkę o historii włoskich mebli. Mogę ją kupić jedynie z drugiej ręki za dwa tysiące euro. Niestety, w policji niewiele płacą, więc książki Montalbano mieć nie będzie. No i wcale nie jest powiedziane, że byłoby w niej cokolwiek o Augusto Savino, Pozzim i Pamplonie :)

9 Sep 2014

poplątane włoskie nici


to ja sobie stanę
Już tak mamy, my ludzie, że każdego kręci coś innego. Na przykład taki Leopardi; nie mógł się doczekać by uciec z domu rodzinnego w Recanati, a ja do jego domu mogłabym się wprowadzić choćby od jutra. A jeszcze lepiej do domu w centrum Osimo, które trochę bardziej mi się podobało i miało dodatkowy plusik za położenie bliżej Ostra Vetere, w której Bucci rozlewa do butelek jedno z najlepszych białych win - verdicchio. Oczywiście nie chciałabym się wprowadzać do rodziny Leopardiego: ojciec był uzależniony od hazardu, matka - od religii i żądzy odbudowania finansowej pozycji rodu. I według wszystkich źródeł, słonecznie tam nie było :)  

frunęły do nieba bez grzechu i uwolniły rodziców od niewygody odpowiedzialności za ich utrzymanie...

Po nieudanej próbie ucieczki (czy była to jedyna czy jedna z wielu, nie wiem) Leopardiemu w końcu udało się wyjechać do Rzymu. A że nie było autostrad i superstrad, więc i jechał Colfiorito, Foligno, Clitunno, Spoleto, Terni, Narni, Otricoli i Civita Castellana.

Osimo
Podróż opisał w listach do rodzeństwa, z którymi później dzielił się wrażeniami z Rzymu, miasta które go rozczarowało swoją przygnębiającą atmosferą i wszechobecną korupcją. On, językoznawca, nie czuł rytmu dialektu rzymskiego, który tak bardzo fascynował innego rówieśnika - Gioachino Belli, i czuł że zamienił więzienie domu rodzinnego w Recanati na więzienie domu wujostwa w Rzymie. O ile w Recanati miał jeszcze nadzieję, że trawa jest zieleńsza po drugiej stronie gór, to w Rzymie pozbył się złudzeń. Postanowił wrócić do Recanati i w liście do przyjaciela - Pietra Giordaniego pisał

temu światu na nic się już nie przydam

Szkoda, że urodził się tak wcześnie. Jakieś 100 lat z kawałkiem później mógłby do Rzymu jechać przez Monte Giberto, położonego 45 km (+/-) od Recanati, na spotkanie z Massimo Fagiolim, jednym z najważniejszych - i za razem jeden z bardziej kontrowersyjnych -  psychiatrów włoskich. Być może Fagioli powiedziałby mu o biologicznym uwarunkowaniu ego, powstającego w momencie narodzin, a nie - jak postulował Freud - wyssanego z mlekiem matki. I czy terapia pomogłaby Leopardiemu w stanach depresyjnych? A może nie terapia, a rozmowa o wykluczeniu? Massimo Fagioli miałby o czym opowiadać.

moimi niedowidzącymi oczami widziałem kopułę

W 1975 roku włoskie stowarzyszenie psychologiczne wyrzuciło go ze swoich szeregów za krytykę freudowskich teorii i metodologii badań. I tak jak w przypadku Leopardiego, którego depresja i bezsilność mówiły językiem włoskiego romantyzmu, tak Fagioli stał się nie tylko psychologiem włoskiej lewicy ale też został muzą sztuki. To uczestnictwo w jego seansach zbiorowej psychoanalizy wpłynęły na grupę młodych rzymskich architektów. A na Paolę Rossi, jak twierdzi Vittorio Sgarbi, szczególnie.  Tak sale seminaryjne przy Via Roma Libera jak i Palazzetto Bianco (via San Fabiano) są dowodem na udaną kolaborację między architektem (w obydwu przypadkach - Paolą Rossi) a psychiatrą (oczywiście Massimo Fagioli) twierdzącym, że to kolektyw, a nie wyalienowanie, budzi w nas kreatywność.

[intelektualiści] zdają się twierdzić, że najwyższym osiągnięciem ludziego umysłu jest studiowanie antyku

Jak wyglądał więc kolektywny proces projektowania Palazzetto Bianco? Nie wiem. Projekt opiera się na łuku , który wykorzystał tak pałac którego fasada jest obecnie fragmentem muru otaczającego Ogrody Farnezyjskie, jak i La Palazzina Ruspoli zaprojektowana przez Ugo Luccichientiego. A jeśli doda się do tego zabawę prześwitami, oknami i pustą ścianą, odniesienia do renesansu, moderny, futuryzmu i postmodernizmu to możemy mówić o perełce architektury nowoczesnej.

Ale po cholerę to oglądać, skoro w Rzymie jest tyle innych monumentów z potwierdzonym rodowodem?




Adresy z mapy:

Casa Leopardi w Recanati: via Giacomo Leopardi 14, Recanati
Palazzina Ruspoli, via fratelli Ruspoli 10, Rzym
Palazzetto Bianco, via San Fabiano, Rzym
Mur Ogrodów Farnezyjskich i Ręka Cicerona: via dei Cerchi, Rzym

Verdicchio di Jesi: Villa Bucci, Via Cona 30, 60010 Ostra Vetere (AN)

I jeszcze:
tytuły podrozdziałów pochodzą z listów Leopardiego i z Zibaldone
korzystałam również z: Le Meraviglie di Roma dal Rinascimento ai Giorni Nostri, autor Vittorio Sgarbi (wyd. Bompani) i The Secrets of Italy, autor Corrado Augias (wyd. Rizzoli exlibris)



31 Aug 2014

Sycylia domowej roboty

Z Sycylii, oprócz zdjęć i przekonania, że na wyspę musimy wrócić, przywieźliśmy pół kilo suszonych pomidorów. Takich, co to na długich stołach, pod sycylijskim słońcem, zmienią się z ciemnoczerwone plastry, a które stają się rzemieniem po kilku miesiącach  przechowywania w słoiku. Nadają się wtedy jedynie na dodatek do sosu lub pieczeni.  Ja jednak chciałam jeść je same, tak jak podawano je nam na Sycylii, aromatyzowane kaparami i oregano, ociekające oliwą.

klejnoty rodzinne (sycylijskie oregano i kapary)

Annamaria i Rita (z delikatesów u podnóża Etny) podały przepis:
  • suszone pomidory
  • garść solonych kaparów opłukanych z soli
  • suszone oregano (oczywiście najlepsze jest to sycylijskie)
  • ząbki czosnku, ostra suszona papryczka
  • olej lub oliwa (choć Annamaria twierdzi, że lepiej olej, gdyż lepiej się przechowuje)
  • białe wino plus kilka łyżek białego octu winnego

Zagotować wino z octem. Gotować w nim pomidory, ale tylko przez minutę-dwie, gdyż mają jedynie złapać winny posmak. Wyjąć, osączyć, poukładać na ściereczkach, przykryć ściereczką i dobrze osuszyć, czyli potrzymać je tak przez 24 godziny. Osuszone pomidory układać w słoiczkach, dodać trochę kaparów, ząbek lub dwa czosnku, wsypać oregano (lub inne suche zioła), zalać olejem lub oliwą. I to wszystko.

Nasze sycylijskie pomidory z kaparami i oregano nie doczekały jesieni. Zjedliśmy je jeszcze w sierpniu. Co prawda dwa małe słoiczki powędrowały w dobre ręce, ale resztę zjedliśmy w domu. Same, jako antipasto, popijając czerwonym winem.

do ostatniego słoika
Oczywiście opowieść o sycylijskich pomidorach na tym się nie kończy, gdyż mięsiste pomidory można ususzyć w warunkach domowych. Ja robiłam to w piekarniku w temperaturze 50 stopni, na termoobiegu, przez 48 godzin. Reszta czynności jak w przepisie powyżej. Pomidory prezentują się dobrze. Jak smakują? Proszę mnie zapytać za dwa tygodnie, gdy marynata uczyni cuda :) Zapach i wygląd wskazują jednak, że Sycylia prosto z piekarnika się udała.

pomidory z termoobiegu

Z Sycylii przywieźliśmy wina od Passopisciaro. Ale pomidory najlepiej komponowały się, naszym zdaniem, z Aglianico del Vulture. Proszę jednak o tym nie mówić Sycylijczykom, bo nas w przyszłym roku na wyspę nie wpuszczą :)

24 Aug 2014

OT: wypieki nowoczesności


Cóż to za wspaniały widok, gdy przechodzi się obok dworca! Aż chce się usiąść gdzieś w pobliżu i patrzeć, jak powstaje nowe centrum handlowo-usługowe. Teraz miasto ożyje, bo bez galerii handlowej każde miasto to prowincja i zaścianek. Aktywiści chcieliby budować w Sopocie kameralnie, nawiązując do skali miasta, a niektórzy nawet do charakteru zabudowy. A tu trzeba mieć rozmach i czuć ducha nowoczesności. Żadnego skansenu, zdobień, popłakiwania za secesją. 

I o rewitalizacji placu:

... to taki znakomity projekt, nowoczesny. Kamienne płyty od jednego końca placu aż po drugi. Do tego drzewa wycięte niemal co do jednego, a zamiast nich posadzone platany. Szlachetne. Jak we Francji. Po co mieszkańcom na placu stara wierzba, do której mieli sentyment? Teraz to już przeszłość i bardzo dobrze. Udało się także usunąć zieleń sprzed budynku Algi. Cóż z tego, że w planie miejscowym jak wół jest napisane, że zachowanie trawnika jest w tym miejscu wymagane? 

Marcin Gerwin w Dzienniku Opinii Krytyki Politycznej (przedruk także w Wyborczej) pisze, co prawda o Trójmieście, ale mógłby tak samo o Kielcach, Łodzi, Włocławku i Poznaniu. W tym ostatnim nowoczesność zbyt długo trzymała w piekarniku bezę, w którą powtykano czarne szkło i oddano do eksploatacji jako Galerię MM. Jeśli tak ma wyglądać nowoczesność, to ja wracam do lat 60.

20 Aug 2014

Kompletnie inny Rzym: odcinek 1

na Rzym spojrzałam inaczej, gdy w Maxxi, muzeum sztuki współczesnej, obejrzałam wystawę poświęconą pięciu twórcom współczesnej architektury. Dzieło jednego z nich, Pierlugiego Nervi, zobaczyłam zanim dotarłam do gmachu muzeum zaprojektowanego przez Zahę Hadid. Przypominało płachtę na wietrze: już, już ma ulecieć, ale trzymają ją na uwięzi liny rozciągnięte między kołkami wbitymi w ziemię. Piękny, choć niezbyt zadbany obiekt; pamiątka po olimpadzie z 1960 roku. Palazzetto dello Sport, bo o nim mowa, jest przykładem architektury Nowego Rzymu. Tego Rzymu, o których niewiele się słyszy, jeszcze mniej pisze, a który jednak istnieje, wciśnięty między monumenty i historię.



Palazzetto dello Sport to, oprócz stacji Termini, pierwszy ważny obiekt współczesnej, postfaszystowskiej architektury, to wynik współpracy wspomnianego już Pierluigiego Nervi i Annibale Vitellozziego, ten ostatni odpowiedzialny był za stronę architektoniczną, Nervi - rozwiązania strukturalne. Konia z rzędem temu, kto wytłumaczy mi, dlaczego to Nervi jest częściej wymieniany jako twórca obiektu, położonego przy Piazza Apollodoro, którą osobiście zwę Złotym Appollinem, Apollo D'oro, placu położonym  na skrzyżowaniu Via Guido Reni i Viale Tiziano, jakby sam Pałacyk Sportu miał w sobie coś z ekspresyjności malarstwa Reni i kompozycji Tycjana.


A może to tylko moje niepotrzebne szukanie dziury w całym, doszukiwanie się tej INNEJ narracji, jakby fakt, że z powojennych projektów włoskich architektów przedstawionych na wystawie, zrealizowano - jeśli mnie pamięć nie myli - jedynie dwa, nie dostarczał wystarczającej dawki emocji, zwłaszcza gdy reszta projektów trafiła do archiwów, tak jak w archiwach pokrywają się kurzem projekty Gaetano Pesce, architekta, którego wizję świata można obejrzeć w Maxxi do 5. października br.

PS: nie mam zamiaru pisać historii architektury modernistycznej, zwłaszcza że brakuje mi wiedzy teoretycznej, na architekturze znam się może i lepiej od statystycznego kowalskiego, ale to nic nie znaczy. Chcę jednak przedstawić cykl postów o Kompletnie Innym Rzymie, czyli Rzymie alternatywnie, raczej przemilczanym tak w przewodnikach po mieście jak i w książkach o architekturze Rzymu. Ale, jest to zrozumiałe, nowoczesności wciśniętej między monumenty jest niewiele, monumentów dużo i jeszcze więcej historii....

13 Aug 2014

włoszczyzna w ostrym różu

Czy to w Corriere przeczytałam, że Diego della Valle zamierza wskrzesić markę Schiaparelli? Z resztą, nieważne gdzie przyczytałam. Chciałabym jednak, by okazało się to prawdą: król gommini, gumiaków - bo chyba tak powinnam przetłumaczyć włoską nazwę mokasynów Tod's-a, podjąłby dzieło cesarzowej mody włoskiej.  Co prawda jej imperium chyliło się ku upadkowi gdy Diego zaczynał chodzić, nie mniej jednak Elsa Schiaparelli była niewątpliwie najbardziej wpływową projektanką włoską. Interesowała ją dzianina (jej pierwsza kolekcja, Display nr. 1, złożona była ze swetrów i wdzianek w geometryczne wzory), korzystała z sztucznych tworzyw. Jako pierwsza użyła zasuwaków jako elementu dekoracyjnego. Wrap dress, to także jej pomysł.. .Szyła wdzianka z przezroczystych tiulów, lubiła przylegające do sylwetki marynarki i przedziwne kapelusze, a jej romans artystyczny z surrealistami dał nam jedną z najsławniejszych sukien balowych wszechczasów - the Lobster Dress, Suknię z Homarem. Homara namalował Dali, a suknię nosiła sama Wallis Simpson.

elementy w różu to fotografie Joe Flood, Joules Vintage i LoStileItaliano

Sława Schiaparelli skończyła się, jak pisałam, w latach 50. Mariaż glamu i surrealizmu trochę się wtedy przejadł i nawet jeśli nadal podawano na stoły półmiski z homarami, to na wybiegach i salonach brylowali nowi projektanci z bardziej utylitarnym podejściem do stylu. Modne stały się suknie szyte przez Diora, tzw. corollo, i spodnie capri oraz sandały na cieniutkiej podeszwie. Te pierwsze, choć nazwy użyczyła im włoska wyspa, były pomysłem Sonji de Lennart, niemieckiej projektantki wykształconej w Breslau. Sandały produkował na Capri Amadeo Canfora, którego podobno inspirowały rzymianki z czasów antycznych. Do dziś z resztą sklep Canfory sprzedaje kolekcję klasyczną. Tak spodnie de Lennart, jak i sandały Canfory upodobała sobie Jackie Kennedy.

Jacht della Valle, który wcześniej należał do pierwszego męża Jackie, często cumuje w porcie Capri, gdyż tam znajduje się siedziba rodziny della Valle, tych della Valle, którzy udoskonalili amerykański pomysł na buty do prowadzenia samochodu i którzy obecnie są właścicielami Vespy, Bialettii i Corriere della Sera. Oraz, jak wieść gminna głosi, sponsorują nie tylko prace restauracyjne Koloseum, ale też chcą wskrzesić markę Schiaparelli. Nie sądzę by kiedykolwiek było mnie stać na Schiaparelli, ale z przyjemnością noszę sweterki w schiaparelli pink, czyli ostrym różu, ulubionym kolorze Elsyi. I choć nie lubię kwiatowych perfum to mam ochotę na Schiaparelli Shocking!, we flakoniku zaprojektowanym przez Eleonor Fini, abktórego kształt powinien być wszystkim znany:  powielił go, lub - jak kto woli - odświeżył i kreatywnie przetworzył  Jean Paul Gautier...


I tak na marginesie: mężem Schiaparelli był polski arystokrata Wilhelm de Wendt de Kerlor. Jeśli się wystarczająco pogrzebie, to się okazuje, że nie tylko wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale też i do Warszawy....

23 Jul 2014

demokratycznie, kolorowo, plastikowo

wypłynęli na kolorowych zegarkach. Takich z silikonową bransoletką do której wciska się osobno kupioną tarczę. Potem ofertę poszerzyli o torby na zakupy. Znów czarując barwą i opcją uchwytów z różnych materiałów i w różnych kolorach. Ostatnio pojawiły się okulary słoneczne.

Po raz pierwszy zobaczyłam ich w Catanii. Trudno z resztą nie zauważyć pstrokatych toreb, w dodatku gumowych, na najbardziej reprezentacyjnej ulicy miasta. Z Catanii wyjeżdżałam z zieloną torbą o uchwytach z czarnego sznura i szaroniebieską bransoletką w kwiatki. Żałowałam nawet, że tylko jedną torbę sobie kupiłam, a powinnam dwie lub trzy, na przykład oliwkową, turkusową i pomarańczową. Ale okazuje się, że o bag, bo tak nazywają się gumowo-silikonowe torby, można kupić nawet w Rieti, choć Rieti - w przeciwieństwie do Catanii - z designem jest trochę na bakier.

zdjęcia: www.fullspot.it

Fullspot, bo o nim mowa, to firma założona przez Emanuele Magenta, który realizuje marzenie demokratycznego designu. A więc produktu taniego i labilnego, dostosowującego się do estetyki nabywcy. W kampanii reklamowej Fullspot nie mówi się o ekologii i recyklingu, ale jest o ekonomii: wszystkie komponenty produkowane są na miejscu, we Włoszech. Na mojej kermitowej torbie wybito napis: zrobione w Palermo. W sieci znalazłam informację, że torby będą robione również w Neapolu. Czy już pisałam, że bardzo lubię włoski design? Zwłaszcza ten idący własnymi drogamii? Zwłaszcza gdy można do kupić za stosunkowo niewielkie pieniądze......

czysta urlopowa zieleń

PS: torby fullspot są też w Polsce.