30 Apr 2015

udrażnianie rur

Pisanie mi nie idzie. Mam tematy, ale słowa do nich nie pasują. Wieszcze powiadają, że nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać. Jadę więc na dwa miesiące do Ginestry, Basilicaty i na Sycylię w poszukiwaniu odpowiedniej sody kaustycznej.

7 Apr 2015

obiad za dwie dachówki

i znów jesteśmy sławni. Tak w ogóle. A więc, po raz kolejny Michelin uznał La Pergola z Rzymu za wspaniałą restaurację. W La Pergoli jeszcze mnie nie oglądano i pewnie nieprędko  -jeśli kiedykolwiek - mnie  zobaczą, ale do La Troty, bliższej i geograficznie i finansowo, pewnie się wkrótce wybiorę by pogratulować im nie tylko dwóch Michelinów ale też trzeciego widelca od Gambero Rosso. O tym widelcu rozmawialiśmy bodajże dwa lata temu, że niby ma być przyznany, ale jakoś nie był. Więc sprawiedliwości stało się zadość.

I tak oto rok 2015 ma być nie tylko rokiem dachu na Casa di Giuseppe, ale też i rokiem w którym La Trotę uznano za jedną z 19 najlepszych restauracji we Włoszech.  Nie żeby na pytanie jak żyć panie prezydencie od razu odpowiadać tylko według gwiazdek i widelców, ale miło, że naszych tak uhonorowano, a gdy się osobiście zna właścicieli to czuję się tak jakby mi ktoś nowe dachówki podarował....

I jeśli już o honorach mówimy, to najdroższą restauracją we Włoszech (zdaniem CNN) nie jest ani Osteria Francescana (z Modeny) ani La Pergola, w której płaci się 220 euro (bez win) od osoby za konstrukcje jadalne i widok na Rzym, a restauracja położona rzut beretem od Ginestry, w Viacone. Solo per Due, bo tak się nazywa owa restauracja, jest najmniejszą restauracją na świecie - jeden stół, dwa krzesła. Imprezy z przyjaciółmi tam nie zrobisz.

Do Solo per Due też się nie wybieram, w ostatecznym rozrachunku bliższy memu sercu dach niż romans wśród świec i jedwabiów, ale podziwiam pomysł. Podobno jedzenie w Solo per Due jest doskonałe, a obsługa jeszcze lepsza :) i za to miejscowej sabińskiej inicjatywie cześć i chwała, bo skoro ludzie chcą tyle kasy wywalać za wieczór trzymania się za ręce i dziubania ravioli w kształcie serca, to lepiej żeby to robili u nas, w Górach Sabińskich, niż u obcych, we Florencji.

Bowiem niezależnie od tego co prawi podlinkowany artykuł CNN, na geografii się nie znający. Viacone bowiem leży w Lacjum a nie w Umbrii jak tego chce CNN, Enoteca Pinchiorri pozostaje najdroższą restauracją we Włoszech. 300 euro od osoby, bez wina i pewnie bez wody mineralnej. Czyli o suchym pysku. Kilka lat temu Gambero Rosso zabrało Pinchiorri jeden widelec ale nadal rezerwacje trzeba w Pinchiorri robić z dużym wyprzedzeniem. Więc może nie o nagrody i laury chodzi, a o coś innego? Tylko ja nie wiem co to coś innego jest.

Ale ja w ogóle burak jestem, a moją ulubioną restauracją jest ostatnio La Fiaccola w Anversa degli Abruzzi, gdzie kilka dni temu podkradałam z talerza JC troffie w sosie z ricotty, pecorino i szafranu, obrabiając drugą ręką ravioli nadziewane burratą i polane sosem pomidorowym przecudownej świeżości. I jakby tego było mało,  mięso z grilla, specjalność regionu, też nam bardzo smakowało. I jeszcze sałatka z cytrusów, cima di rape (liście rzepy) z fasolą jako dodatki. I do tego przyjemne wino, może niekoniecznie z wyższej półki, ale w stylu włoskiej trattorii - niedrogie i w dzbanku :)


 A że czworo nas było, to podzieliliśmy się cima di rapa gotowaną z fasolą, grillowanym mięsem i jeszcze pozostało miejsca w żołądkach i na tortę z figami i na herbatniki regionalne. Było dobrze, było tanio, czyli w cenie kilku dachówek oraz na luzie i atmosferycznie. A że przy okazji La Fiaccola okazała się być nagrodzona jedną krewetką przez Gambero Rosso? No cóż, czasami nasze zdanie pokrywa się ze zdaniem przewodników kulinarnych ;)

Sama Anversa degli Abruzzi okazała się przyjemnym miasteczkiem, ustawionym na urwisku, z widokami na góry i drogę prowadzącą do Scanno, ale, w przeciwieństwie do Scanno, Anversa ma mniej zabytków. Ponieważ zbudowano ją z kamienia w kolorze beżowym i nie trzeba się do niej przedzierać przez drogi wyryte w skałach, wydaje się przyjaźniejsza od jej sławniejszego sąsiada. W dodatku leży blisko autostrady z której musicie zjechać jadąc z własnym wężem do Cocullo, na majową procesję.

==
La Fiaccola
corso Raynaldo d'Anversa7/9
Anversa degli Abruzzi (AQ)
tel 08 644 9474
otwarci 7 dni w tygodniu, 12:30 - 14:00 i 19:30 - 22:00
parkować w okolicy rynku lub ulicę niżej, restauracja nie ma własnego parkingu

na zdjęciach: Anversa i jej okolice

4 Apr 2015

ze szczypiorkiem czy sadzone?

 na twardo, miękko, a może mollet? Ewentualnie w koszulce, w szklaneczce, kogiel mogiel z kakałkiem :), dorosłe zabaglione, czy może jednak frittata lub suflecik?




Wesołych świąt!

31 Mar 2015

doppio muzeum macchiato

co robić w niedzielę, gdy trzeba JC odkleić od komputera i przypomnieć sobie, że istnieje coś takiego jak kultura? Ano trzeba pójść do muzeum. A co robić w niedzielę, gdy marzy się o doskonałym cappuccino na śniadanie? Idzie się do ulubionej kawiarni.


Czasami ma się to szczęście, że ulubiona kawiarnia jest jednocześnie muzeum. I wtedy warto jechać godzinę by, siedząc na kanapie, sączyć doskonałe cappuccino i wybierać eksponat, który chętnie miało by się w domu, gdyby torebka była wielkości walizki i obsługa nie kręciła po sali :)

Najlepsze cappuccino w Monachium podają w kawiarnii muzeum Kaffe. espresso & barista, Schlörstraße 11 (róg Schulstrasse). Dodatkowo są tam dobre ciasta, kubańska muzyka, plakaty włoskie (i nie tylko), zdjęcie La Loren, plastikowa palma, lampa Arco i kawa Passalacqua. A otwarci są również w niedzielę.

====
design do parzenia kawy
la moka


23 Mar 2015

bohater naszych czasów

Znacie nazwisko Lucio Caputo? To on wykreował markę Italia. Co prawda jedynie w USA, ale takie były czasy. Stany miały pieniądze. A Włochy chciały im sprzedać markę Italia. Caputo postawił na promocję lifestylową, a więc kompleksową sprzedaż La Dolce Vita, zgrabnie łączącą włoską modę z motoryzacją, a tę ostatnią z kulinariami. Caputo stworzył Italian Fashion Center, w którym sprzedawano nie tylko garnitury Armaniego, sweterki Missoni i czerwień Valentino, ale również i Alfę Romeo (główna rola w Absolwencie :)) i włoskie wina. Nie były to co prawda, wina z najwyższej półki, królowały bowiem wtedy chianti w wiklinowych koszyczkach, soave o smaku wymoczonej trawy i landrynkowe asti spumante, nie mniej jednak w ciągu 5 lat Caputo podwoił eksport włoskich win do Stanów. Przyczyniła się do tego udana kampania reklamowa Some of my best friends are Italians, niektórzy z moich najlepszych przyjaciół są Włochami. Trudno powiedzieć, czy sukces kampanii przesądził o zmianie nastawienia do Włochów, czy też jedynie umiejętnie wykorzystał zmianę nastawiania, ale faktem jest, że w 1975 roku nowojorczycy sączyli włoskie wina w enotece przy Italian Fashion Center. Wnętrze enoteki zaprojektował sam Piero Sartogo, zaś jej ścianę zdobiły metafizyka Le Muse Inquietanti Giorgio di Chirico, kupione przez producentów win.

O sukcesie Italian Trade Agency świadczą liczby: pod koniec lat 70. Amerykanie pili już  2 miliony hektolitrów włoskiego wina (w roku 1970 - jedynie 142 tysiące) i choć zmienił się rozkład sił na rynku, gdzie największym konsumentem win są obecnie Niemcy, zaś producenci startują do podboju Chin, to Włochy są nie tylko największym producentem (wyprzedzając wiodącą do tej pory Francję), ale też zmienił się ich status: po raz pierwszy w najnowszej historii, wina włoskie są synonimem aspiracji do luksusu. W Stanach najlepiej sprzedają się wina włoskie w cenie od 30 do 50 dolarów (niższą półkę, do 20 dol,  w kategorii win czerwonych zajmuje Hiszpania, zaś królem win białych nadal pozostaje Francja), czyli czasy chianti w koszyczku i smak surowej oziminy bezpowrotnie minęły. jest parcie na barolo, brunello i supertoskany, ale też znawcy twierdzą, że zaczynają się liczyć nowe terytoria, na południe od Montalcino, a więc Campania, Basilicata i Sycylia. Nowym brunello ma się okazać w tym roku aglianico w jego wielu wcieleniach (Taurasi, Aglianico del Vulture, Terra di Lavoro), do łask wraca Lambrusco i warto pić białe carricante (Etna DOC).

To by było na tyle o trendach.Caputo odszedł z Izby Handlowej w 1982 by stworzyć Instytut Kulinariów Włoskich, gdyż  tak chyba najzgrabniej da się przetłumaczyć Italian Wine and Food Institute, promujący nie modę i motoryzację, a jedynie włoską kulturą stołu. I chyba nie muszę nikogo przekonywać, jak dobrze mu to idzie,

Jak przystało na bohatera naszych czasów, Lucio Caputo okazał się również dzieckiem szczęścia: wyszedł cało z World Trade Center TAMTEGO 11. września.

12 Mar 2015

Mercedes z Cioci ChrumChrum


Pan powiedział, że porchetta z Ariccii ma się tak do innych porchett jak ma się Mercedes do Opla. A potem obrazowo przedstawił robienie porchetty di Ariccia: lochę niezbyt dużą, ale też i nie wielkości prosięcia, wyluzowaną, a więc pozbawioną kości, nadziewał mieszanką aromatyzującą wymieszaną z drobno posiekanymi podrobami i ciasno osznurowaną piekł na rożnie. Oczywiście dokładny skład mieszanki pominął milczeniem, ale i tak udało mi się dowiedzieć że jedni dodają fenkuł, inni szałwię, a jeszcze inni wolą rozmaryn, a jeszcze inni dodają nie czarnego pieprzu a ostrej papryczki.  I choć porchetta z Ariccii jest najsławniejsza, to Slow Food podaje, że potrawa - znana z całej centralnej Italli - najprawdopodobniej pochodzi z Umbrii. Zaś różnice regionalne dotyczą nie tylko składu zestawu aromatyzującego ale również i marynaty. Takie Abruzzo skrapia pieczeń vincotto, a Marche polewa  się ją białym winem.



Prawdziwą porchettę trudno zrobić w domu, ale jej namiastkę - jak najbardziej. I choć może nie jest to prawdziwy mercedes, to jednak mamy zupełnie przyjemny samochód zastępczy:

  • 3 -4 kg karkówki ze skórą (lub łopatki, czy coś od szynki, ważne jest by była skóra, a ta ma być miękka, jasna o białym tłuszczu)
  • 1 1/2 łyżki  nasion fenkułu
  • 3 porządne ząbki czosnku
  • pół łyżki soli gruboziarnistej
  • 1 -2 suszone ostre papryczki
  • oliwa
  • gałązka rozmarynu, a właściwie igiełki oskubane z gałązki rozmarynu

W moździerzu rozetrzeć wszystkie stałe składniki z wyjątkiem karkówki. Wlać do nich tyle oliwy by powstała gęstawa pasta.

Skórę karkówki naciąć w romby zgrabniejsze niż moje, uważając by nie naciąć mięsa. W nacięcia skóry i w samo mięso wetrzeć pastę, odłożyć na godzinę, ale niekoniecznie do lodówki. 

Przełożyć mięso na blaszkę i wstawić do rozgrzanego do 220 stopni piekarnika. Piec przez 1 - 1,5 godziny, skórą do góry, aż wytopi się tłuszcz, a skórka nabierze koloru miodu gryczanego.

Zredukować temperaturę do 150 stopni, odlać większość wytopionego tłuszczu i do naczynia dodać 2-3 cebule pokrojone w ćwiartki oraz pokrojony w grube plastry fenkuł (opcjonalny, ale mile widziany jako następny element aromatyzujący).

Ułożyć na tym wszystkim mięso, skropić jakąś grappą, vincotto, białym winem i wstawić do piekarnika na 3- 4 godziny. 

Upieczone mięso odstawić do wystygnięcia. Ciepławe jeszcze, kroić w grube plastry, posypać odrobiną soli grubioziarnistej i jeść w bułce. Domową porchettę można też jeść na ciepło,  z dodatkiem warzyw lub surówek (ciekawe surówki i Oliwerową wersję porchetty podaje na blogu Karolina)

====
Porchetta była wcześniej opisywana w czerwcu 2010 i w listopadzie 2008

5 Mar 2015

reasumując

siedziała obok. Piła cappuccino i też czytała książkę po włosku. Był więc powód by zagadnąć.

Nie pamiętam już jak z Bolonii (stamtąd pochodziła) i kryzysu (nie lubi Berlusconiego i wiąże nadzieje z lewicą) skręciłyśmy w szeroko pojęte kulturozawstwo porównawcze, ale jakoś skręciłyśmy.  I wtedy powiedziała, bo Niemcy, moja droga, to indicativo, a Włosi - congiuntivo.


PS: o ile indicativo znaczy tryb orzekający, to  congiuntivo jest problematyczne; oficjalnie zwie się je trybem łączącym, służącym do wyrażania marzeń, supozycji i domysłów, w polskim nie jest stosowany. Jeśli byłbym ogniem, spaliłbym świat (to odręczny przekład sławnego wiersza Cecco Angiolieriego) si'fosse foco, arderei 'l mondo, Fossi to właśnie congiuntivo czasownika być.

25 Feb 2015

mistrz i mistrz, uczeń mistrza

Nie o via Francigena będzie, choć można by ją do wędrówki wzdłuż Francigena porównać. Jest na swój sposób, tak jak  i Francigena, nieczytelna. Bo obydwie w historii zanurzone, a przez to utytłane w kontekstach, metaforach, cytatach choć Francigena to teraz tradycja, skansen w którym celebruje się przeszłość, a ta nowa jeszcze w budowie, choć jej zarysy już widać.

Via Francigena prowadzi z Paryża do Rzymu, nowa trasa zaczyna się w Wenecji, obiega Weronę, skręca do Palermo by przeskoczyć granicę i skończyć na górze w Szwajcarii.  Dlaczego tak? Bo w Wenecji zaczynał karierę Carlo Scarpa, w Wenecji studiował Mario Botta, choć Szwajcar najprawdziwszy. Tymczasem, może dzięki Wenecji, a może dzięki naukom Scarpy, architektura Botty nasączona jest Italią. Przeczytałam gdzieś, że obiekty Botty mówią estetyką włoską. Nie mam zamiaru z tym twierdzeniem polemizować.

mistrz - uczeń mistrza
 Mistrz
Podświetlone popiersie zawieszone na niewidocznym wsporniku, biała twarz na tle białej ściany, fragment portalu jako rzeżba? I jeszcze użycie światła w przestrzeni wystawowej, woda jako element architektoniczny. To cytaty ze Scarpy.

Chodząc po współczesnych muzeach nawet sobie nie zdajemy sprawy, ile ich wnętrza zawdzięczają Carlo Scarpie,  uważanemu za jednego z najbardziej wpływowych architektów XX wieku, choć edukację skończył na poziomie kreślarza. Oczywiście pojawiają się głosy pytające o sensowność tytułowania architektem kogoś, kto nigdy nie zaprojektował budowli od podstaw. Nie mniej jednak przestrzeń wystawowa Olivetti zaprojektowana przez Scarpę jest studiowana przez studentów architektury tak, jak studiowane są święte księgi.

Księgi święte
W Wenecji znajduje się też odrestaurowany przez Scarpę pałac Querini Stampalia. Drzwi dzielące przestrzeń pałacu nawiązują do kamiennych okiennic Torcello. Zestawienie cegły z ze szlachetnym marmurem, to też cytat z weneckiej architektury. Dla Querini Stampalia odtworzył technikę stucco lucido (tynków z połyskiem). Z resztą stucco lucido stanowi główny element dekoracyjny w innej realizacji Scarpy - wnętrzu Banca Populare w Weronie. I mogłabym tak dłużej: o jego umiejętności rysowania jednocześnie prawą i lewą ręką, co może nie miało wpływu na jego pozycję jako architekta, ale za to świetnie nadawałaby się do świeckiej hagiografii, ale nie mogę nie napisać o Palazzo Abatellis (Palermo), Castelvecchio (Verona) i muzeum Canovy w Possagno. W tym ostatnim Scarpa poustawiał białe marmury i białe gipsy na tle białych ścian. A do wnętrza zaprosił światło by światłocienie dodawały innego wymiaru.

I te klocki
Przede wszystkim powyciągał utytłane klocki: łuki stare, częściowo pogryzione przez mole, fragmenty fryzów, tympanonów, rzeźby poutłukiwane i pokazał jak je ustawiać. Nie pod ścianą, i nie w grupach jak wycieczka szkolna na przymusowym spędzie do muzeum, ale każde osobno. Nie terapia grupowa a indywidualna, często z eksponatem zajmującym centralne miejsce tak, by widz mógł obejrzeć go z każdej strony (Palazzo Abatellis, Palermo)

CTR-V
ciął też.  Od-dziewiętnastowiecznił Castelvecchio w Weronie, wycinając schody wybudowane przez Francuzów, Odsłonił mury, pokazał nakładanie się stylów, a w komnatach powykruszane fragmenty łuków drzwiowych pozostawił tak jak były, bez prób rekonstrukcji brakujących fragmentów. A więc sztuka w konteście, czas jako współtwórca, widz dostawiający w wyobraźni brakujące klocki.

Cytat
W końcu wybudował  grobowiec - epitafium, grobowiec godny współczesnego faraona, a przede wszystkim grobowiec - cytat. Portal jak do katakumb, woda jak Styks, choć płynącej po niej łodzi Charona już nie zrealizował, kompleks rozrzucony po 25 metrach powierzchni jak Dolina Królów. I w końcu w sąsiadujące ze sobą cementowe płyty wtopił małe  stalowe łuki górnej części okularów przez które odwiedzający kieruje wzrok na na wioskę z której pochodził zmarły faraon z małżonką (grobowiec Giuseppe i Onoriny Brion-Vega, San Vito d'Altivole).

Mario Botta też cytuje. Niekoniecznie z betonowym rozmachem, ale cytuje. Na przykład średniowieczną piazzę, najpierw w kompleksie muzealnym Il Mart w Rovereto, a później w Area Appiani w Treviso. Kolor tufy i trawertynu do Santa Maria degli Angeli na Monte Tamaro, a przede wszystkim biało-czarne pasy i portal katedry z Pistoi w kapliczce górskiej. Tak kapliczka w Mogno- Fusio jak i katedra w Pistoi są pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.


Plan zwiedzania

Mario Botta

Carlo Scarpa
I kto mi teraz powie, że tylko średniowiecze i tylko przeszłość się liczy artystycznie? A więc ostatnie słowo należy do mnie!

====
lektury:
Carlo Scarpa. Monograph, Robert McCarther, wyd. Phaidon
Mario Botta, Philip Jodidio, wyd. Taschen
Encyclopedia of Contemporary Italian Culture, ed. Gino Moliterno, Routlege University Press
Dictionary of Architecture, James Steward Curl, Oxford University Press
Contemporary European Architects, Taschen


foto: João Amaral, Günther Bogensberger i Enrico Cano

8 Feb 2015

gdybym tak mogła jak nie mogę

To jeździłabym Maserati. Nie Ferrari, nie Lamborghini (btw, czyta się lamborGIni, a nie lamborDŻini) i nawet nie Bugatti. Ślicznym czarnym Maserati Alfieri, ale nie pogniewałabym się na Quatroporte, GranTourismo lub Ghibli. Niestety, obecnie stać mnie jedynie na miniaturkę i nic nie wskazuje na to, że do 2017 roku (na ten rok przewidywana jest produkcja Alfieri), że stać mnie będzie na kierownicę do rzeczonego Maserati. Tak więc, jako temat zastępczy i metodę na poprawienie sobie samopoczucia, proponuję pogadankę o włoskiej kulturze:

W czasach, gdy wyrób rzemieślniczy był tylko i wyłącznie wyrobem rzemieślniczym a nie symbolem luksusu, czyli artigianale, na via de' Popoli 1 mieścił się warsztat mechaniczny. Spawano w nim samochody wyścigowe.

Mamy rok 1914, rok otwarcia warsztatu na via de'Popoli 1 w Bolonii. Warsztat należy do sześciu braci. Carlo, Bindo, Ettore, Mario, Ernesto i Alfiero2 Maseratich. Piszę Alfiero 2, gdyż siódmy z braci, Alfiero 1, przeżył jedynie rok i nie doczekał otwarcia warsztatu.

Przewijamy film do roku 1926. Warsztat znajduje się już na via Emilia Levante 179, a samochód w nim zrobiony doskonale spisuje się w Targa Florio. Wyścig wygrywa Bugatti. Maserati zajmuje 5. miejsce, ale jest zwycięzcą w kategorii lżejszej. Za kierownicą zwycięskiego Tipo 26 siedzi Alfiero Maserati, na którego cześć powstanie Maserati Alfieri, jeden z najpiękniejszych samochodów na świecie, nawiązujący do kultowego A6 GCS z roku 1954, gdy marka Maserati jest już w rękach Adolfo Orsiego, sprzedawcy szmat, który ją przejął w 1936 roku.

Logo Maserati to trójząb Neptuna z fontanny na Piazza Maggiore. I nie zmieni się choć marka przejdzie z rąk Orsiego najpierw do Citroena, by w końcu skończyć, razem z Ferrari, w Fiacie.

zdjęcia: Kekkoz, Alessandro Capotondi, Bastiaanimages x2, strona Italian Ways
A więc w roku 1954 pojawia się na rynku Maserati A6 GCS i zaprojektowana przez Pininfarinę A6 la berlinetta. Wyprodukowano 34 modele A6, z czego jedynie cztery berlinetty Pininfariny. Pininfarina miał wtedy kontrakt z Ferrari i nie wolno mu było pracować dla kompetycji. Tak więc Orsi sprzedał 4 podwozia z silnikiem pośrednikowi z Rzymu, a ten poprosił Pininfarinę o zaprojektowanie do nich karoserii. To jedna wersja historii. Druga wersja podaje, że Maserati, z przejściem Pininfariny do Ferrari, musiał zaprzestać produkcji projektów Pininfariny.

Pozostałe 30 Maserati A6 projektowali Ghia, Allemano, Monterosa i Frua. To Masetari Frua znaleziono w listopadzie ubiegłego roku we francuskiej szopie. Niedawno poszło na aukcji. Za jedyne dwa miliony euro. Droższe było jedynie Ferrari 250GT California Spyder. To sprzedano za 40 milionów. Ceny Maserati Pininfarina nigdzie nie znalazłam :)

POPRAWIAM: nie za 40 milionów, tylko 18, i nie euro a dolarów. WNIOSEK: nie wierzyć nikomu, nawet własnemu mężowi. I nauczyć się czytać. Ewentualnie osobiście wybrać się na aukcję.
================

Na podstawie artykułu z Sette, dodatku do Corriere della Sera (2. stycznia br), Maserati, Legendarary Italian Cars, autor Enzo Rizzo (wyd. Whitestar Publishers, A6 Wikipedia, The Guardian,

włoszczyzna o włoskiej motoryzacji: Isetta, Vespa, Alfa Romeo i Ape



2 Feb 2015

Sutri między bogami a historią


Mit
A więc początek. Ten związany jest z Saturnem, który - z bliżej nieokreślonych powodów - założył miasto i w herbie, jak na boga nasienia (double entendre jak najbardziej zamierzone)  przystało, jedzie na białym koniu a ręku trzyma grube sterczące kłosy (nadal double entendre). Saturn - król, w koronie, w szkarłatnej pelerynie, na białym rumaku. Saturn jako Karol Wielki. I słusznie.

Karol Wielki, w drodze na spotkanie z papieżem, zatrzymał się w Sutri. Spróbował wtedy miejscowej fasoli, gotowanej od czasów niepamiętnych w kamionkowych garnkach zakopanych w gorącym popiele. Czy właśnie podczas tej fasolowej uczty poznał Karol Wielki swojego siostrzeńca - Orlanda? I czy w ogóle prawdą jest, że Orlando przyszedł na świat w grocie pod miastem? Legenda głosi, że Berta, siostra Karola Wielkiego, zakochała się w chłopaku bez herbu i nazwiska. Wydziedziczona i ostracyzowana,  udała się do Rzymu by błagać papieża o wstawiennictwo. Do Rzymu jednak nie dojechała, podróż nieoczekiwanie skończyła się porodem w grocie. Czyli wracamy do punktu wyjścia, wiążąc w ten sposób wątek Saturna jako boga podziemi i jako tego siejącego nasienie oraz zbierającego plony.

O ukochanym Berty, ojcu dziecka, legenda sutryjska milczy. Ale tłumaczy, że mieszkającą w grocie Bertę rozpoznał jeden z orszaku Wielkiego Karola. Orlando poznał się z Wielkim wujem wkradając się na ucztę i upijając przyszłego cesarza, zaś Berta wróciła do łask.


Grota Berty znajduje się tufowym urwisku, ciągnącym wzdłuż drogi wysadzonej piniami. Po jednej stronie urwisko, po drugiej wzgórze otoczone szarym murem. Droga to via Cassia. A tufa to etruska nekropolia, która jeszcze w średniowieczu - choć ogołocona z posągów i szkieletów etruskich - służyła jako cmentarz. Berta mieszkała więc na cmentarzu. Jej grotę łatwo znaleźć: to ta z jedną kamienną kolumną dzielącą szerokie wejście. W pobliżu -  wejście  do mirteum, które przez wiele lat, by nie powiedzieć wieków, służyło jako kościół. Pozostała po nim nazwa i fresk z cztenastego wieku: pielgrzymka do Rzymu...pod górkę lub z górki, ilustracja do opisu Sutri z listu Petrarki do kardynała Colonny:
Cingono d'ogni parte il paese colline senza numero, né troppo alte, né di malagevole salita e di nessuno impedimento allo spaziar della vista....otoczone pagórkami, nie za wysokimi, i niezbyt trudnymi do podejścia, ale też nie zasłaniającymi widoków...
Pielgrzymi z fresku patrzą w kierunku Via Francigena, która w Lacjum biegnie trasą Aquapendente -  Bolsena - Montefiascone - Viterbo - Vetralla - Sutri - Campagnano di Roma - La Storta.

Mitreum, znajduje się, jak na kult chtoniczny przystało, w jednej z grot tufowych. Trudno naturę posądzać o grotę trójnawową, z kolumnami odzielającymi nawę główną od bocznych,  komory z apsydą i połączonego korytarzem z mniejszym pomieszczeniem w którym kapłan przebierał się w szaty rytualne. Nie trzeba być religioznawcą by zauważyć podobieństwa z częścią obrzędową katolicyzmu.  Jednak symbolika miejsca sięgają głębiej niż katolicyzm: otóż najwyższy stopień wtajemniczenia kapłańskiego w mitraiźmie to Pater, a jego symbolem, oprócz czapki frygijskiej, był sierp. Symbol Saturna.

I jeśli herb Sutri przedstawia symboliczne powiązania miasta z Saturnem, tak kościół w dawnym mitreum łączy starożytność z legendą Berty. Znany jest Madonna del Parto. Parto znaczy poród.

Historia
Jak na miasto prowincjalne, liczące jakieś pięć tysiący mieszkańców, ma się czym Sutri chwalić. Najpierw te historyczne początki, a więc jedno z plemion pelagijskich, następnie rządy etruskie, a po nich rzymskie. Po Etruskach została nekropolia i fragmenty murów, po Rzymianach amfiteatr i mitreum.

W czasach chrześcijańskich jest donacja Sutri, w której król longobardzki Liutprand przekazał miasto papieżowi Grzegorzowi II.  Z okresu longobardzkiego pochodzi tzw. skarb sutryjski.

Następnym ważnym wydarzeniem z Sutri w nazwie był synod sadzający cesarskiego protegowanego na tronie piotrowym (czytaj Suppengrün, czyli niemiecka włoszczyzna). Potem długo spokój aż do roku 1433, gdy Niccolo Fortebraccio, kondotier, puścił miasto z dymem.

Z dymem poszło też znaczenie Sutri. Wpływy, dzięki protekcji rodu Farnese, powędrowały do sąsiedniego Ronciglione, a Sutri wegetowało jako drugorzędne miasteczko Państwa Kościelnego. Krótki okres napoleoński niczego nie zmienił. Po kongresie wiedeńskim  miasto wróciło do roli podrzędnego prowincjonalnego miasta w pobliżu większego, ale też drugorzędnego Viterbo.


I bogini
We wspomnianym wcześniej liście (Lettere di Francesco Petrarca delle cose familiari, lettera XXIII), do kardynała Colonny pisze Petrarka : 

A due sole miglia sta Sutri, sede diletta a Cerere, e antica colonia, secondo che dicono, di Saturno....
Dla Petrarki Sutri należy do Ceres, choć - jak sam pisze - niektórzy sądzą, że do Saturna
 infra le quali s'aprono sui convessi fianchi ombrose e fresche caverne, ocienione wklęśnięcia terenu otwierające się na chłodne groty...Qui d'acque dolcissime ne' bassi fondi il mormorio, qui cervi, damme, cavrioli, e tutto il selvaggio gregge de' boschi errante ne' colli aperti, e schiera infinita d'augelli che lambe le onde o su pei rami saltellando sussurra...Słodkie wody, szum potoków, zwierzyna, szczebiotanie ptaków
Jak to w ogrodzie bogini. Tej od plonów. I powiązanej miłością matczyną z Podziemiem.

========

  • Mitreum, czyli Madonna del Parto, można zwiedzać z przewodnikiem, który otwiera bramę co godzina. Więcej dowiedzieć się można w budce przy wejściu do amfiteatru. Mile widziane są napiwki, zwłaszcza że przewodniczka z napiwków kupuje karmę dla kota pilnującego bramy do amfiteatru.
  •  Michael Rips napisał książkę o Sutri, Pasquale's Nose. Nie została chyba przetłumaczona. A szkoda. Opowieść o producencie fasoli i dwóch kobietach mieszkających u podnóża miasta pamięta się długo. Pasquale's Nose leży u mnie na wyższej półce niż klasyka gatunku, Pod słońcem Toskanii, między innymi dlatego, że nie ma pretensji do bycia niczym innym niż przyjemną książką urlopową.
  • Longobardowie we Włoszech
  • oficjalna strona miasta i po polsku
  • teatr jednego kota